ILDFROST "2 Pole Drift"
/ Fluttering Dragon 022



IKULTURA

Zawsze bardzo wysoko cenilam melodyczny swiat Ildfrost. Powiew przeszlosci i magia kryjaca sie w ich muzyce urzekly mnie niemal natychmiast. ...powtórne poznawanie zapomnianych tuneli ego... Po "Autumn Departure” "Natanael" i "You Never Sparkle In Hell" dane mi jest obcowac z unikatowym "2 Pole Drif". Album jest wyjatkowy zarówno pod wzgledem muzycznych doznan, jak i kolekcjonerskim, gdyz liczy sobie jedynie 500 kopii i wydany zostal tylko na czarnym krazku. Przejdzmy do zawartosci winylu. Gdy z glosników wyplywa pierwsza foniczna fala, wiemy, ze mamy do czynienia z kolejnym albumem tego norweskiego duetu, z charakterystyczna dla niego miekkoscia laczenia dzwieków. Lekkoscia. Tak jak przy poprzednich dokonaniach Ildfrost i tym razem zaglebiamy sie w swiat cieni osloniety aura tajemniczosci. Wokól slychac szepty, pohukiwania i spiew z pobliskiego klasztoru, a wszystko oplecione delikatnym rytmem. Album ten przesiakniety jest wrecz melodyjnoscia. Zaskakuje równiez plynnoscia, z jaka zmienia sie posmak muzyki, zachwyca prostota piekna. Bladzimy po mrocznych sciezkach rodem z horroru, by za chwile wpasc w trans orientalnego rytmu doprawionego syntetykami. "2 Pole Drift" ma sile. Sile uzaleznienia. Przy tak wysmienitym daniu mozna sie zapomniec. Dodam jeszcze ze tytulowy utwór nieodmiennie kojarzy mi sie z historycznym "Wildhoney". Pozostawia ten sam posmak i pewien niedosyt. Zachecam do smakowania!

[Nekael]

APOSTAZJA # 3

Dlugo, bardzo dlugo czekalem na te plyte. I wreszcie, nieoczekiwanie, jest nowy Ildfrost. Przyznam, ze ostatni album (You'll never sparkle in hell) i split z Umbra (Possum play falcon) podobaly mi sie bardzo. Ildfrost jawi mi sie jako artysta, który rozumie, ze nie mozna ograniczac sie forma, ze trzeba isc do przodu. Dark ambient od jakiegos czasu stal sie
formula zamknieta, chcialo by sie posluchac czegos swiezego (ilez mozna sluchac klonów Raison d'etre). Na skladance Triumph des todes (f.d 025) mozna posluchac utworu Song for Patricia i przyznam szczerze, ze to zbyt popowo-romantyczny kawalek jak dla mnie (co dziwne - na skladance Temple of kilowatts zamieszczono utwór o tym samym tytule, który, pomimo duzej dawki romantyzmu, podoba mi sie). A jakie jest najnowsze wydawnictwo Ildfrost? Pierwszy kontakt (mój) nazwalbym nieufnym. Doskonala elektronika z elementami (no cóz) przynaleznymi do muzyki (wiem to dziwne!) dubowej, ale tylko na poczatku. Sa momenty kojarzace sie np. z Massive attack (ale tylko momenty), nad wszystkim góruje nostalgia (doskonala plyta do sluchania we dwoje, bez przesladzania). No i niesamowicie zrobione wszelkie elementy rytmiczne (kto sluchal poprzednich dwóch wydawnictw Ildfrosta, wie o co chodzi). Tej plyty nalezy wysluchac kilka razy, by do niej dotrzec i ja zaakceptowac. Dodam, ze jak na winyl plyta jest doskonale wytloczona, zero trzasków, dzwiek dynamiczny. Oprawa graficzna dosc ascetyczna, ale przeciez nie o to chodzi. Jak ktos powiedzial przy okazji zupelnie innej plyty innego wykonawcy - to soundtrack dla wrazliwych. I tak chyba nalezy odbierac nowego Ildfrosta.

[Tom K.]


 
[back to reviews]