KUROTOKAGE "Call To The Deep"
/ Fluttering Dragon 018


ALTERNATIVEPOP.PL

O tym projekcie wiem wlasciwie niewiele. Wiem, ze tworzy go jeden czlowiek, niejaki Nicolas d. Faure. Wiem, ze nazwa projektu zostala zaczerpnieta z opowiadania Edogawy Ranpo i... To w zasadzie tyle. Nie wiem nic o narodowosci muzyka, o tym, czy Kurotokage jest jego jedynym projektem i czy plyta "Call To The Deep" jest jedynym wydawnictwem nagranym pod szyldem Czarnego Jaszczura (bowiem tak nalezy tlumaczyc slowo "kurotokage"). Chcialbym znalezc odpowiedzi na powyzsze pytania, lecz w zasadzie cala ta enigmatyczna otoczka, wytworzona celowo badz nie, doskonale wspólgra z niecodzienna i tajemnicza muzyka prezentowana nam przez mr Nicolasa. Dzwieki zawarte na plycie "Call To The Deep" we wspanialy sposób przenosza nas w swiat dalekowschodnich legend i mitów. Nic dziwnego. Autor czerpie garsciami z kultur orientalnych, zaglebiajac sie swymi kompozycjami w obszary folkloru japonskiego, chinskiego, tybetanskiego, indonezyjskiego oraz indyjskiego. Bardzo mocnym punktem muzyki Kurotokage sa aranzacje oparte na niesamowicie pomyslowym polaczeniu instrumentarium klasycznego z elektornicznymi dzwiekami. Muzyka Kurotokage to przestrzenie. Sluchajac utworów takich jak "Vagrant", "Flow", "Black Hair", "Cocoon" czy "Threads", odwiedzamy te piekne i egzotyczne miejsca, których za zycia byc moze nie ujrzymy. "Call To The Deep" to plyta skierowana do milosników muzyki ambientalnej, jednak nie umiescilbym jej w szufladce z etykietka "dark". Kurotokage zawiera w sobie zbyt wiele poetyki, basni i nadziei. Muzyka na "Call..." jest miejscami smutna, ale z pewnoscia nie jest mroczna i ponura. Jednym slowem muzyka idealna do snu, relaksu oraz lektury "Kwaidanu" badz "Ballady o Narayamie". Pewien starzec powiedzial kiedys: "zawsze jest wiecej pytan niz odpowiedzi". Zgodze sie... Sluchajac tworu mr Nicolasa d. Faure, zadaje sobie kolejne, zwiazane z Kurotokage, pytanie (jakby bylo ich malo). Dlaczego tak ciekawe plyty jak "Call To The Deep" sa tak malo znane badz lubiane, w momencie kiedy coraz gorsze wydawnictwa Lustmorda swieca triumfy na scenie ambient? Czy wystarczy miec nazwisko? Wyglada na to, ze tak... [8]

P. S. Odjalem dwa punkty, bowiem plyta ma jeden mankament - dlugosc. Zaledwie 40 min. A chcialo by sie wiecej.

[Blut]


POSTINDUSTRY


Etno-ambient (czy jak informuje w tym przypadku promocyjna ulotka - oriental ambient) gosci w moim odtwarzaczu rzadko, byc moze zbyt rzadko o czym przekonuje ta plytka. Poczatkowo bylem mocno zaskoczony (pozytywnie) potem juz nieco mniej bo doczytalem, ze za te muzyke odpowiedzialni sa Francuzi z Asmorod, znakomitego i nieco niedocenianego projektu rytualno-dark ambientowego. Plyta jest ponoc wynikiem ich studiów nad orientalna kultura i muzyka. W efekcie uslyszec na niej mozna brzmienia instrumentów pochodzenia chinskiego, indyjskiego, japonskiego czy tybetanskiego, podane w elektronicznym sosie. Zgodnie z tradycja Fluttering Dragon nie zabraklo tu i mroków. Na szczescie nic na sile - kosmiczne drony stanowia tu jedynie lagodny kontrast dla spokojnych etnicznych melodii. Organiczne, a momentami wrecz botaniczne elementy wylaniajace sie zza ciemnych dzwiekowych kotar, przywodza na mysl wczesne Biosphere. Z kolei ze wzgledu na neoklasyczna strone brzmienia, plyta powinna przemówic do fanów Dead Can Dance. Chyba jedyny mankament to dlugosc albumu: wydaje mi sie, ze pewne pomysly moglyby byc tu szerzej wyeksploatowane.

[lewy - 10 czerwca 2002]


MULTUM IN PARVO

Nazwa jakby z japonska brzmiaca, a z ta kultura nic nie majaca wspólnego, no moze troszeczke. Kurotokage przemyca nieco egzotycznego klimatu, pobrzmiewa to gdzies daleko w przestrzeni. Muzyka jaka prezentuja to gwalt na nasze poczucie blogosci, szczescia i bezpieczenstwa duchowo-psychicznego. Mrok tej plyty skrapla sie po scianach, mozna go wydotykac, wymacac, wypiescic. Dostaje sie on do wnetrza ciala krzyczacymi ustami, rozwartym nosem, nadstawionymi uszami w poszukiwaniu dzwieków. Kurotokage do ambientalne wyciszenie nocy, to stan zawieszenia, lewitacji, manipulacji zmyslami, to odretwienie ciala, to niepokojaca zmora umyslu. To cudo jest psychodeliczne, nietutejsze, zbrodnicze, jak powolna agonia, jak niemy krzyk. Leniwie, lecz konsekwentnie oplata sie wokól sluchacza, mami powabnym mrokiem, gluchym dudnieniem unoszacym sie z oddali... Piesci uszy dzwoneczkami, przeciaglymi, glebokimi nutami. "Call To The Deep" to powódz mroczno-ambientalnych tekstur, które wybuchaja rytmami, a potem trans, zaczarowanie, tempo, tetno... Ta muzyka to niesamowitosc! (8/10).

[Pawel Gredzinski]





 
[back to reviews]