TRIPWIRE "Intellavoid"
/
Fluttering Dragon 009


ELD RICH PALMER

An intriguing debut album from a Swedish project, featuring a member of (in)famous PUISSANCE, bears hardly any resemblance to the music by those apocalyptic misanthropes. Intellavoid is not so majestic , and what is more, there are moments that can be safely called bright and, ekhem, cheerful. The very sound of the dense and interlooped beat textures that constitute the basis of this fifty minutes reminds of acoustic cymbals. But that is not all. In the background we can hear things that at first seem incongruous: occasional Hammond, cello, guitars, synthetic choirs, and, on the top of that, dub basses that fill the measure of perplexion. However, once again the old saying 'the whole is not the sum of its components' turns out to be true. Although I would hesitate to call Intellavoid mind-blowing, many jaws will get floored because it is a successful example of crossing genre boundaries and of the creativity of its authors, who proved to be more resistant to pigeon-holeing than we might expect them to be.

[przemek chojnacki]



ANTIMUSIC

TRIPWIRE to projekt F. Soderlunda z PUISSANCE, ale ci, którzy oczekują jakichś mrocznych oparów srodze się rozczarują. "Intellavoid" to apoteoza beatu momentami przypominający późnego SCORNA, kiedy indziej nawiązującego do najlepszych tradycji 'jungle'. Chociaż nie - nie jest on do końca czysty, bo tło do połamanych popisów perkusyjnych (a raczej samplerowych) stanowią mroczne zasłony dźwięku wiele zawdzięczające hałaśliwemu końcowi mrocznego ambientu. Momentami pojawią się tam także quasi-symfoniczne pasaże, które radykalnie poszerzają przestrzeń za uderzeniami, tworząc całkiem unikalny pejzaż. To jest jednak tło. Same bicia są zaś chorobliwie zaraźliwe do tego stopnia, że podczas słuchania tych 50 minut chce się od rozpierającej energii skakać po ścianach i innych niekoniecznie równych powierzchniach. Szczegółowo utworów nie będę opisywał, bo napędza je ten sam, chociaż bynajmniej nie taki sam beat, który dzięki wspomnianym dalszym planom ani przez moment nie powoduje poczucia nudności, jak to często dzieje się w rozmaitych technoidalnych pochodnych. "Intellavoid" jest po prostu świetnym albumem, ale oprócz tego również dowodem na to, że w elektronice granice poszczególnych gatunków są bardzo umowne, zaś dawne szczepowe granice załamują się pod naporem wyzwalającej technologii. Kilka lat temu taki album nagrany przez kogokolwiek z Cold Meat wzbudziłby oburzenie wśród znaczącej części zimnej publiki (co wcale nie oznacza, że nikt z tej rodziny już wtedy podobnych wycieczek nie robił) - dzisiaj jest w pewnym sensie czymś naturalnym. Jak to powiedział Steven Stapleton z NURSE WITH WOUND - "Categories strain, crack and break... step out of the space provided".




 
[back to reviews]